Pożar

Kiedy słońce grzeje nieprzerwanie od kilkunastu tygodni, zarośla na andaluzyjskich wzgórzach są tak suche, że wystarczy jeden niedopałek, aby stanęły w płomieniach.

Latem na południu Europy praktycznie każdego dnia wybucha pożar. W ostatnich lata susze są coraz bardziej dotkliwe i pożarów jest więcej. Niektóre są przerażające, tak jak ten z Grecji z 2021 roku, kiedy ogień nieprzerwanie trawił kolejne hektary pól i zarośli na Peloponezie i zatrzymał się 20 kilometrów przez Atenami. Ludzie uciekali z domów tracąc cały dobytek. Na ratunek wówczas ruszyli strażacy z innych krajów Europy, w tym z Polski. W Andaluzji największe zniszczenia w tym wieku spowodowały pożary w 2004 roku. Wypaliło się wówczas łącznie ponad 50 tysięcy hektarów ziemi. Jeden tylko ogromny kataklizm, na pograniczu prowincji Huelva i Sevilla objął wtedy blisko 35 tysięcy hektarów. Śledczy byli przekonani, że znaleźli podpalacza, jednakże sąd uwolnił tego człowieka od zarzutów z powodu braku dowodów. Niezliczone eukaliptusy, sosny śródziemnomorskie, dęby korkowe zmieniły się w popiół. W płomieniach zginęły lisy, jelenie i dziki. Tereny wcześniej już dotknięte wyludnianiem się, zostały opuszczone przez kolejnych mieszkańców, tych, których domostwa ucierpiały w pożarze. Katastrofa ekologiczna poprzedziła katastrofę ekonomiczną.

Strażak Juan

W Hiszpanii walka z pożarami lasów jest w gestii władz wspólnot autonomicznych. W Andaluzji obowiązuje INFOCA, plan ochrony terenów zalesionych, prewencji oraz przeciwdziałania występującym zagrożeniom. Trzeba mieć na uwadze, że tereny leśne wyglądają tam inaczej niż w Polsce. Na dużych obszarach występują niskie zarośla i karłowate, powyginane sosny. Nie ma grubej warstwy ściółki, pod drzewami, krzakami i drobniejszymi roślinami są kamienie i goła gleba. Oczywiście, nie znaczy to, że pożar nie może nabrać mocy. Przeciwnie, z powodu suszy i często wiejących wiatrów ma bardzo sprzyjające warunki do rozprzestrzeniania się. Według definicji strażacy leśni to wysoko wykwalifikowana kadra dysponująca nowoczesnym sprzętem lotniczym. W praktyce to trzy i pół tysiąca osób, które pracują w „sezonie” – od maja do końca października, a po sezonie część z nich ma zawieszone kontrakty. To budzi frustrację i powoduje odpływ pracowników z doświadczeniem. Przeszkolenie nowych osób jest czasochłonne, a w sytuacji kryzysowej liczy się przecież fachowość, determinacja i odwaga. Związki zawodowe trwają w nieprzerwanym sporze z władzami, zabiegając o interes swoich członków, ale również o dobro i bezpieczeństwo społeczeństwa.

Nie baw się ogniem…

Statystyki INFOCA z 2020 roku wskazują, że 37% pożarów zostało celowo wywołanych przez ludzi. Podobna liczba jak ta, którą podają Lasy Państwowe o podpaleniach lasu w Polsce. Trudno zrozumieć to zjawisko. W Andaluzji ludzie mówią, że często podpalenia są oczyszczeniem terenu pod inwestycję. Drugą przyczyną pożarów – aż 31% – są zaniedbania, przypadkowe zaprószenia ognia. Aby temu zapobiec od pierwszego czerwca do piętnastego października obowiązuje całkowity zakaz rozpalania ognia w terenie, również używania grilla.

Piekielne obrazy

Płonące wzgórze widziane z okna przeraża. Najpierw pojawia się słup dymu, przechodzący w wielką poziomo płynącą po niebie chmurę. Potem drobinki popiołu spadają w okolicy, gdzie chmurę niesie wiatr. Dopiero kiedy zapadnie zmrok, na tle czarnego zarysu gór na ciemnym niebie czerwone płomienie i pomarańczowa łuna pokazują prawdziwą grozę żywiołu. Dobrze, jeśli wzgórze nie ma domów, ani zabudowań gospodarczych. W wysokich częściach wzniesień zazwyczaj nie ma żadnych ludzkich siedlisk, gorzej jeśli pożar przesuwa się w dół i trzeba ewakuować mieszkańców.

Przez kilka dni słychać hałas helikopterów i samolotów. Te pierwsze niosą pojemniki z wodą, którą wylewają w wyznaczonych miejscach. W samolotach zainstalowane są czułe aparaty, które służą do wyszukiwania ognisk poza głównym obszarem pożaru oraz w miejscach już ugaszonych. W te dzikie, wysoko położone miejsca nie ma możliwości dojechania samochodem gaśniczym, ani wysłania brygady pieszo. Główne zadanie straży pożarnej to nie dopuścić do zejścia ognia w dół, w stronę zabudowań, miejscowości. Przyjmuje się specjalne techniki ograniczania płomieni na pewnej wysokości, a wówczas pożar sam dopali się do końca.

Tym razem tak się stało. Wzgórze wypaliło się. Nikt nie doznał obrażeń, nikt nie stracił domu. Może pomogło to, że wiatr nie był mocny, a na dodatek, ostatniej nocy popadał deszczyk… Znowu mogę zachwycać się błękitnym niebem.

Powrót do innych tematów – kliknij TUTAJ