Prosto z Andaluzji – tak by powiedział relacjonując „aktualności” telewizyjny reporter kilkadziesiąt lat temu. Choć może i dzisiaj taka fraza się trafia. I mimo tego, że czasem relację z jakichś wydarzeń spisują dziennikarze siedzący przed komputerem kilkaset kilometrów dalej. Owo „prosto” ma zagwarantować naoczność doznań autora, jego osobisty udział, to że przefiltrował relację swoim doświadczeniem.

Cóż, z czasem dowiadywaliśmy się, że nawet takie tuzy reportażu jak Hemingway czy Kapuściński, niekoniecznie byli w tych miejscach, w których bój się toczył lub rozmawiali bezpośrednio z osobami, których wypowiedzi przytaczali. W gruncie rzeczy nie ma to jednak tak wielkiego znaczenia, bowiem przekazywali to, w co wierzyli i najlepiej, jak potrafili. Choć podczas dramatycznej akcji lądowania w Normandii Hemingway pozostał na łodzi i z bliska mógł obserwować tylko kilkunastu marynarzy, to jego relacja poruszyła miliony Amerykanów. Gdyby nawet wyszedł na brzeg i czołgał się pod ogniem kul, to też nie ogarnąłby wzrokiem całej plaży Omaha i wcale nie pokazałby lepiej, w jakim piekle znaleźli się amerykańscy żołnierze w Europie.
Oddalając się od tego, co wielkie, wróćmy do tego, co codzienne.
O wiele łatwiej jest pisać o tym, co wydarzyło się ostatnio w Andaluzji. Lub o tym, co zadziwia lub prowokuje. Można pisać subiektywnie, a zbieranie informacji nie jest niebezpieczne.
Kiedy Aktualności stają się nieaktualne
Żywot wszelkich „aktualności” jest krótki, a im bardziej są „newsami”, tym szybciej stają się „oldasami” – by sparafrazować wypowiedź szefowej Bridget Jones (z trzeciego filmu o tej postaci). Dlatego w tej części mojego bloga znajdą się ciekawostki i opowiastki o rzeczach, które trwają dłużej niż kilka dni. Albo które powracają, co jakiś czas. Albo które są mogą zainteresować miłośników Andaluzji, tak po prostu, bezterminowo.