Motril

Motril – tam gdzie szumiała trzcina cukrowa
i na słodkim biznesie powstawały
przez stulecia andaluzyjskie fortuny.

Motril to główne miasto grenadyjskiego wybrzeża, zwanego Costa Tropical. To sześćdziesięciotysięczne miasteczko, które wygląda jakby założono je sto lat temu. Niczym nie przypomina uroczej sąsiedniej Salobreñii, położonej na górującej nad morzem skale, ze starą arabską twierdzą na szczycie. W Motril ulice są szersze i małomiasteczkowe życie toczy się szybko. Uwagę przyjezdnych zwracają instalacje na rondach głównych arterii. Te przedstawiają jakichś robotników rolnych, zwierzę juczne, wiązki roślin. W ten sposób miasto postanowiło upamiętnić fakt, iż uprawa i przetwórstwo trzciny cukrowej dawały podstawy do ekonomicznego rozwoju okolicy i dostatku mieszkańców. Od czasów arabskich, poprzez średniowiecze, aż po współczesność, przez ponad tysiąc lat na tych terenach uprawiano trzcinę cukrową, wytwarzano z niej cukier, melasę, a także destylowano alkohol.  I choć obecnie nie ma już tu żadnych plantacji cukrowca (taką nazwę botaniczną nosi trzcina cukrowa), a ostatnią cukrownię zamknięto w 2006 roku, to wciąż Motril przywiązane jest do swojej słodkiej tradycji.

Lokalne muzeum

Museo Preindustrial de la Caña de Azúcar – muzeum przedprzemysłowego wyrobu cukru, zlokalizowane tuż obok biblioteki miejskiej, oferuje podróż w czasie. Zwiedzający wędrują do okresu, kiedy tłocznie i prasy napędzano siłą mięśni zwierząt gospodarskich. W tamtych czasach koszt „głowy cukru” był zawrotny. Cukier był przyprawą, konserwantem i symbolem luksusu. Dodawano go do takich potraw, w jakich dziś nie chcielibyśmy go znaleźć. W budynku starej cukrowni Nuestra Seniora de Pilar  prowadzi się prace związane z utworzeniem drugiego muzeum. Ma być dedykowane historii przemysłu cukrowniczego w czasach od wynalezienia maszyny parowej.

Osiołek na rondzie na Avenida de Salobreña niesie ścięte pędy trzciny, a popędza go el mondero. To robotnik rolny najmowany do pracy podczas zafry, zbiorów mających miejsce między lutym a kwietniem. Praca na polach trzciny była niezwykle ciężka, ale też dobrze płatna. Pewnie dlatego nie ma przekazów o chłopskich buntach w tej okolicy. Z dochodów z wyrobu cukru rodzina Alejandro Chavarino, kupca z Genui, w roku 1611 rozpoczęła budowę rezydencji. W tym budynku dzisiaj, w centrum miasta, mieści się biblioteka miejska i archiwum. Złoty wiek cukrownictwa –  po okresie załamania spowodowanego konkurencją zza oceanu – powrócił w połowie dziewiętnastego stulecia. Majątki pozyskane na tym biznesie były inwestowane w kolej, przemysł ciężki czy instytucje bankowe. Dziś pozostałością tamtej działalności są fabryka melasy zwanej miel de cana oraz wytwórnie rumu.

Frigiliana

Wspomnienie wszechobecnej dawniej trzciny pozostało w popularnym tutaj wyrobie zwanym miel de caña – miodem z trzciny. Wbrew nazwie – nie jest to produkt pszczeli. To rodzaj odpowiednio przygotowanej melasy. Jest gęsty, ma ciemnobrązową barwę, intensywny zapach i słodkawy smak. Czasami nazywa się go wegańskim miodem. W odróżnieniu od cukru, posiada wiele witamin i minerałów, w tym żelaza. Trzy łyżeczki dziennie uchronią od braków tego pierwiastka w organizmie. W Europie jest tylko jeden zakład produkujący miel de cana – Ingenio Nuestra Senora del Carmen we Frigilianie. Frigiliana to bajkowe białe miasteczko, położone na opadających ku morzu wzgórzach, leżące tuż za linią oddzielającą prowincję Granada od prowincji Malaga. Raz w roku, kiedy miasteczko świętuje Dzień Miodu, turyści mogą zwiedzać stary zakład produkcyjny oraz degustować miód trzcinowy powstający w aktualnie działającej jego części.

Jeśli chcesz zobaczyć inne karmelki – kliknij TUTAJ