SERCE ANDALUZJI
Czterdziestotysięczne miasto u stóp Gór Betyckich, Antequera, grzeje się w popołudniowym słońcu. Trwa w pamięci tysięcy lat, od kiedy zamieszkują tu ludzie. Na jego wschodnim obrzeżu znajdują się dolmeny, megalityczne kamienne budowle, pozostawione przez plemiona, które osiedliły się tu w epoce brązu. Do dziś nie wyjaśniono, w jaki sposób cywilizacja nie dysponująca rozwiniętą techniką, mogła poradzić sobie
z tak ogromnymi blokami kamienia. Teraz wokół stanowiska archeologicznego ustawiono wysokie ogrodzenie, jakby obawiano się,
że kolekcjonerzy dzieł sztuki mogą próbować skraść głazy.

Antequera leży idealnie na szlaku pomiędzy Malagą a Kordobą i pomiędzy Granadą i Sewillą. Jest naznaczona śladami kolejnych wielkich kultur, które tu dominowały. Rzymianie, Arabowie, Hiszpanie, wszyscy budowali w kamieniu, przez co nie odeszli w niepamięć. W 1998 roku podczas prac ziemnych przy nowej obwodnicy miasta, odsłonięto pozostałości wspaniałej, patrycjuszowskiej willi. Wiele marmurowych rzeźb przeniesiono stamtąd do miejskiego muzeum.

Muzeum Antequery ulokowane jest w pałacu Nájera, w zachodniej pierzei placu Coso Viejo. Porządku na nim pilnuje zerkając z konia Ferdynand I Aragoński. Członek królewskiej dynastii Trastámara, która do XVI wieku władała w Kastylii, Aragonii, Nawarze i w Neapolu i z której pochodzili pierwsi „hiszpańscy królowie” – Ferdynand II Aragoński i Izabela Kastylijska. Mając trzydzieści lat, jeszcze zanim został władcą, jako infant, czyli królewski następca, w 1410 roku zdobył miasto będące w posiadaniu emirów. W 2002 roku jego kamienna statua została przy użyciu odpowiedniego sprzętu posadowiona na miejskim placu. Aby wszędobylskie psy w wiadomym celu nie podnosiły nogi na Ferdynanda – ani jego konia – pomnik otoczono żelaznym płotkiem.

MUZEUM
Wewnątrz muzeum zaskakuje bogactwo malarskiej ekspozycji. W tym powiatowym mieście zgromadzono prawie siedemset prac, wśród których są malarskie dzieła dawnych mistrzów, rzeźby i dewocjonalia. W natłoku piękna Maryja z Dzieciątkiem trzymająca krzyż Francisca Zurbarána jest tylko jednym z płócien, od którego nie da się odejść szybko. Marie Magdaleny, Madonny, mniszki, wodzą rozmarzonymi oczami za zwiedzającym.
W kilku salach można podążyć historią antequereńskiego artysty, José María Fernándeza. Urodził się i zmarł w tym mieście, tutaj dotknęło go nieszczęśliwe przeznaczenie, które odebrało mu – osoba po osobie – całą najbliższą rodzinę. Trwał do śmierci w wieku sześćdziesięciu sześciu lat w samotności i odrętwieniu. Jako że włożył wiele wysiłków w pielęgnowanie lokalnej sztuki, był archiwistą i konserwatorem, swoją kolekcję zapisał swemu miastu. Od lekkich obrazów przedstawiających wnętrza miejscowych kościołów, poprzez erotyczne rysunki z kreską niby-Goi, naturalistyczne szkice postaci księży i mnichów, po dramatyczne sceny splątanych w makabrycznym tańcu widm czy oniryczne wizje pejzażu wypełnionego huraganem smutku.

DROGA POWROTNA
Po wypiciu kawy w barze na wzgórzu, tuż obok alcazaby i kolegiaty Najświętszej Marii Panny, czas w drogę. Kilkanaście kilometrów na południe od miasta znajduje się skalny rezerwat, El Torcal. Po zjechaniu
z głównej drogi, wąska asfaltowa ścieżka wije się kręto. Na jej końcu stoi centrum obsługi turystów, oczywiście nieczynne o tej porze.
Ze wzniesienia rozciąga się panoramiczny widok na okolicę, wydaje się, jakby w oddali lśnił błękit morza. Choć to pewnie złudzenie podsycane nadzieją. Olbrzymie skalne formy nie są tym razem dziełem człowieka, ani olbrzymów, tylko natury. Kamienne piramidy i platformy służą kozicom
za leżaki, na których wylegują się w zachodzącym już słońcu.
W niezakłóconej ludzką aktywnością ciszy słychać piski i pohukiwania ptaków i rozpędzający się wokół skał andaluzyjski wiatr.


Inne karmelki zobaczysz TUTAJ