Órgiva

Niewielkie miasteczko Órgiva w górach Alpujarra od dziesiątek lat przyciąga osoby, które chcą uciec od cywilizacji i konsumpcjonizmu.

Órgiva

Pamiętacie „dzieci-kwiaty”, albo może amerykański musical „Hair”? Órgiva to miejsce, w którym te klimaty zobaczycie na własne oczy. Ponoć pierwsi hippisi przybyli tu w latach siedemdziesiątych XX wieku prosto z Ibizy. Być może myśl o powrocie na wilgotne wyspy brytyjskie była tak przykra, że zdecydowali się osiedlić w jakimś spokojnym, ustronnym miejscu w Hiszpanii kontynentalnej. Później kolejne fale osadników z różnych krajów Europy i spoza niej przybywały w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Jak nietrudno obliczyć, osoby, które tu osiedlając się były w kwiecie wieku lub nawet młode, dziś są już mocno dojrzałe. Dlatego w Órgivie nie dziwi widok mężczyzny z długimi siwymi włosami i takąż brodą, w barwnej koszuli i obstrzępionym kapeluszu, z kilkoma sznurkami korali na szyi i nadgarstkach.

Wtopieni w krajobraz Alpujarry

Wokół miasteczka rozlokowane są trzy komuny: Beneficio, El Morreon i Los Tablones. Pierwsi przybysze zakupili działkę w pobliżu wioski Beneficio i –  jak to określili – „uwolnili ziemię” . Krótko mówiąc udostępnili ją wszystkim zainteresowanym do zamieszkania. Oprócz indywidualnych domostw znajdują się tam części wspólne – kuchnie, kąciki dla dzieci, miejsca do rekreacji, działań twórczych. El Morreon, jako późniejsza lokalizacja, posiada duży parking dla samochodów kempingowych, w których zarówno można spędzać wakacje, jak i żyć przez okrągły rok. Dojazd do komun nie jest łatwy i można tam trafić tylko dzięki wskazówkom zaprzyjaźnionych osób.

Wolni od ograniczeń

Alternatywny styl życia w tych wspólnotach zakłada dążenie do samowystarczalności. Uprawia się warzywa i owoce, które są podstawą żywienia, bowiem większość mieszkańców to wegetarianie. Aktualnie niewielkie ilości energii elektrycznej pobiera się z instalacji solarnych. To pozwala na korzystanie z laptopów i telefonów komórkowych przez kilka godzin dziennie. Hipisi i posthipisi wiodą życie w sposób ekologiczny i spokojny, czas poświęcając na miłość i samorealizację, a nie na pracę. W związku z tym, że nikt nie płaci ubezpieczenia, ani podatków, ani za mieszkanie, to wydatki niezbędne do poniesienia są bardzo ograniczone. Źródłem niewielkich dochodów dla mieszkańców komun jest sprzedaż wyrobów rękodzieła.

Ekobiznes

W każdy czwartek w Órgivie odbywa się targ. Na jednym placu, na co dzień pełniącym funkcje parkingu, rozkładają swoje stanowiska hiszpańscy sprzedawcy owoców, warzyw, serów, a także odzieży i artykułów gospodarstwa domowego (te ostatnie w większości pochodzące z Chin). Nieopodal na bardziej reprezentacyjnym, centralnym placu miasteczka swoje dobra oferują alternatywni artyści i rękodzielnicy. Nabywcami tych wyrobów są głównie turyści, którzy przyjeżdżają do Órgivy zobaczyć hipisowską społeczność. Można tu kupić zarówno dziergane na drutach swetry, kolczyki z piórkami, jak i korale z muszli . Ponadto na straganach są gadżety w rodzaju świecznika z korzenia, przycisku do papieru z kamienia, płóciennej torby z wydzierganą pacyfą.

Órgiva - targ

Przez kilka czwartkowych godzin  Órgiva tętni życiem, bo przecież targ to nie tylko miejsce handlu, ale również – a może przede wszystkim – okazja do spotkań  i pogaduszek. Okoliczne bary i restauracje są pełne. W sklepach z organiczną żywnością też ruch jest większy niż w pozostałe dni tygodnia. Napływ turystów do Órgivy zintensyfikował się po wydaniu przez Chrisa Stewarta książki Jeżdżąc po cytrynach (w 1999r.). Opisał w niej swoje przygody związane z zamieszkaniem na farmie w tym rejonie. Sukces książki zachęcił go zresztą do napisania kolejnych jej czterech części.

Jeszcze inna atrakcja

Órgiva – poza swoim urokiem białego miasteczka, pięknym kościołem,  resztkami zamku, itp., itd. – ma jeszcze jeden magnes przyciągający turystów. Jest nim Don Kichot. Nie, nie chodzi o kolejny punkt na trasie Don Kichota (to w La Manchy), ale o unikalną kolekcję wydań tej książki, jaka znajduje się w tutejszej bibliotece publicznej. Wiele osób dopytuje się, czy przypadkiem Cervantes był związany z Orgivą – może się tu urodził, umarł, może choć trochę pomieszkiwał. A jeśli nie, to może Don Kichot się zapuścił w Alpujarrę? Nic z tego. Imponujące zbiory powstały dzięki pasji bibliotekarza, Agustína Martína Zaragozy. W 1967 roku otrzymał on egzemplarz Don Quijote jako dar dla biblioteki od Juana Carlosa, wówczas księcia Asturii, a wkrótce króla Hiszpanii. Od tego czasu biblioteka gromadziła własnym staraniem egzemplarze wydane w różnych krajach i w różnych językach. Szczęśliwie składało się też, że wiele osobistości lub ważnych instytucji przekazywało książki w formie darowizn.

Órgiva - biblioteka

Obecnie w gablotach Auli Cervantina znajdują się tłumaczenia Don Kichota na 82 języki (spośród stu czterdziestu, na jakie została książka przetłumaczona). W sumie jest tam blisko 500 egzemplarzy. Polskę reprezentuje jedna książka, wydana jeszcze w czasach PRLu, w miękkiej oprawie i z podniszczonymi kartkami. Na szczęście Dom Wydawniczy Rebis, w którym kilka lat temu opublikowano nowe tłumaczenie Don Kichota na język polski, obiecał wysłać swoją książkę do Órgivy. Jak tam pojedziecie, to sprawdźcie koniecznie, czy już doszła…

Órgiva - Cervantes

Inne karmelki zobaczysz TUTAJ